W sobotę 21
stycznia 2006 o
godz. 13:00 na boisku Zespołu Szkół Elektrycznych nr 2
przy ul. Świt 25 odbył się mecz halowej piłki nożnej
pomiędzy Reprezentacją Polski w Piłce Nożnej Ulicznej
(aktualni vice mistrzowie świata), złożoną m.in. z
graczy Stowarzyszenia Sportowego na rzecz integracji
społecznej Barka oraz reprezentacją Fundacji Mam
Marzenie oddział Poznań. Mecz miał charakter towarzyski,
jednak miał na celu promocję piłki nożnej oraz idei
naszych organizacji.
 |
|
fot. Jacek Kaczmarek |
W drużynie FMM gościnnie wystąpił marzyciel Rafał
Rogowski. Marzenie chłopca spełniło się 1 lipca 2004 r,
w Watykanie, kiedy spotkał się na prywatnej audiencji z
Papieżem Janem Pawłem II.

Fundacja Mam Marzenie,
zainspirowana spełnieniem ostatniego życzenia Chrisa
Greciusa, którego śmierć stała się początkiem światowego
ruchu spełniania marzeń chorych dzieci powstała by
spełniać marzenia polskich dzieci cierpiących na choroby
zagrażające ich życiu. Przez swoją działalność chcemy
dostarczyć chorym dzieciom i ich rodzinom
niezapomnianych wrażeń, które wniosą w ich życie radość,
siłę do walki z chorobą i nadzieję na przyszłość.
Mamy
nadzieję, że choć w części przyczynimy się do spełnienia
marzenia choć jednego dziecka. Serdecznie zapraszamy
wszystkich zainteresowanych imprezą do uczestniczenia w
tym niecodziennym meczu. Zapraszamy także wszystkich
zainteresowanych podobnymi inicjatywami do
skontaktowania się ze Stowarzyszeniem Sportowym lub
Fundacją Mam Marzenie.

Poznań, 21.01.2006
Na samym początku, zanim cokolwiek zostanie napisane,
pragniemy złożyć serdeczne podziękowania
dyrekcji Zespołu Szkół Elektrycznych nr 2 w Poznaniu
za udostępnienie hali!
Gdybym miał kiedykolwiek zapowiedzieć mecz, który się
dzisiaj odbył powiedziałbym tak: Proszę Państwa oto:
Największe wydarzenie sportowe roku 2006!
Mecz piłki nożnej Fundacja Mam Marzenie vs
Reprezentacja Polski w Piłce Nożnej Ulicznej.
Sobota: 21 stycznia 2006;
godzina 13.00.
Drużyna FMM prowadzona przez Papę Toma (nasz
koordynator) i Rafała "Rogera Milę" (nasz marzyciel)
tego dnia miała sprawdzić formę aktualnych wicemistrzów
Świata: zawodników ze
stowarzyszenia "Barka" reprezentujących Polskę na
ostatnich mistrzostwach świata drużyn ulicznych. Na
przeciwko siebie stanęły dwie drużyny. Dwa style gry,
dwie różne strategie. Bajeczna technika, dokładność,
ambicja, nieustępliwość. Na trybunach piękne kobiety i
gorący doping, którego nie powstydziłby się nawet
katowicki "Spodek": to w ramach wstępu.
Należy zaznaczyć iż mecz obfitował w wiele
niekonwencjonalnych zagrań, podań i strzałów; oba
zespoły postawiły owego dnia na grę fair, tym samym rola
sędziego została ograniczona do odgwizdania (umownego
zresztą, z powodu braku gwizdka) początku, przerwy i
końca każdej 15-minutowej tercji meczu.
Na pierwszą bramkę nie trzeba było długo czekać: już w
pierwszych minutach Barka-Polska przeprowadziła składną
akcję zwieńczoną zdobyciem gola. 0:1.
Zawodnicy FMM wyglądali na nieco zdziwionych tym faktem,
jednak szybko uporządkowali szyki i rozpoczęli
realizowanie strategii nakreślonej przed rozpoczęciem
meczu przez Papę Toma; od tej chwili FMM nawiązała
równorzędną walkę z reprezentantami kraju w piłce
ulicznej.
FMM niesiona dopingiem sześciu zdzierających gardła
kibiców-szalikowców (z powodu zimna) z coraz większym
zaangażowaniem konsekwentnie zdobywała każdy centymetr
boiska. Po paru minutach był już remis 1:1:
szczęśliwym zdobywcą gola był Maciej - syn Lecha.
Nie elektryka, nie prezydenta, tylko aktora. Świetnego
zresztą chyba.
Wynik ten nie usatysfakcjonował zawodników FMM, którzy
coraz dłużej utrzymywali się przy piłce próbując różnych
sposobów na pokonanie bramkarza niesamowicie skutecznego
w tym spotkaniu bramkarza Barki-Polski. Jednak
dobiegające z trybun hasło: "My chcemy gola" było w
rozumieniu kopaczy FMM marzeniem, którego nie można było
nie spełnić (zresztą jak każdego innego :-) Gra układała
się coraz lepiej. Wolontariusze tym razem obeszli
regulamin spełniania marzeń: pominęli pierwsze spotkanie
i od razu przeszli do najważniejszego - spełnienia,
czyli w tym wypadku, zdobywania kolejnych bramek.
Pierwsza tercja zakończyła się wynikiem 2:1
dla graczy FMM, których na prowadzenie wyprowadził po
ładnej, solowej (czyli, że nikomu nie podał) akcji
Majkel S..
Druga cześć rozpoczęła się od huraganowych ataków
Barki-Polski. Raz po raz na bramkę strzeżoną przez
Andrzeja Koziołka-Fijołka sunęły akcje,
ale ten bronił jak w transie, niczym Dudek w Stambule.
Reszta drużyny też spisywała się bez zarzutu. Na obronie
rządził i dzielił nasz bohater Rafał Roger Mila,
wspomagany przez Artura Ja, ja, Rotę. W
pomocy dwoił się i troił Paweł Księgowy
(na niego zawsze można liczyć) i Felipe Gonzales
del Grześkowiak (nie spokrewniony jednak z
naszym Zbigiem Surówką). W ataku świetne zmiany dawał
Paweł Jan i Cki. Mimo iż wydawało się,
że Barka-Polska kontroluje grę, kontry FMM były
zabójcze. W odstępie kilku minut dwa gole zdobyli: po
raz kolejny Majkel oraz Papa
Tom i nagle zrobiło się 4:1.
Jeśli ktoś pomyślał że Barka-Polska już dała za wygraną
popełnił fatalny błąd... Nic z tego! Wicemistrzowie
świata nie mieli zamiaru tanio skóry sprzedać. Piłkarze
FMM osłabieni intensywną grą trochę odpuścili, co
skrzętnie wykorzystali przeciwnicy. Oba zespoły poszły
na wymianę ciosów: gol dla Barki-Polski, gol dla FMM (Felipe
Gonzales) i kolejna piękna bramka dla ambitnie
grającej Barki-Polski. Po chwili sędzia odgwizdał koniec
drugiej tercji przy stanie 5:3 dla FMM.
Ostatnia odsłona rozpoczęła się tak jak całe spotkanie -
od szybkiego gola dla Barki-Polski, która w tym momencie
była juz tylko krok od remisu. 5:4.
Dwie bramki stracone pod rząd najwyraźniej jednak
podrażniły "Marzycieli", bowiem nastąpiła ich szybka
przemiana. Przemeblowano skład, wprowadzono nowe
elementy taktyki, dodatkowo perfekcyjne rozpracowanie
przeciwników przez sztab informacyjny w trakcie meczu
pozwoliło FMM ponownie zacząć dominować na boisku.

Wypada tu raz jeszcze pochwalić bramkarzy obydwu
zespołów: nie raz ratowali swoje zespoły przed utratą
gola, swymi paradami zaskarbili sobie serca kibiców,
którzy nagradzali ich interwencje gromkimi brawami.
Końcówka meczu znów należała już do drużyny
Barki-Polski. Częste prostopadłe podania, silne strzały
z dystansu i zdrowe zacięcie do gry zaowocowały kilkoma
stuprocentowymi sytuacjami, jednak dzięki obronie
kierowanej przez naszego marzyciela oraz kapitalnym
paradom naszego golkipera dalsze bramki nie padły. Stara
piłkarska paremia "nie wykorzystane sytuacje się mszczą"
została potwierdzona w kilku ostatnich minutach
spotkania kiedy to po koronkowej akcji, przy udziale
Majkela, wynik spotkania ustalił Papa Tom.
Nasz pierwszy towarzyski mecz piłkarski, mający na celu
propagację idei Fundacji poprzez imprezy
sportowe zakończył się więc naszym zwycięstwem.
Ale nie wynik był najważniejszy, bo przecież tak
naprawdę to w tym meczu wygrał każdy. Najważniejszy dla
nas był fakt, że mogliśmy zagrać wspólnie z naszym
marzycielem Rafałem! Dzięki Rafale! Dla wielu z nas był
to pierwszy raz, gdy graliśmy razem i liczymy na to, że
nie ostatni, bo bawiliśmy się świetnie!!! Grę Rafała
docenili także nasi wspaniali przeciwnicy, którzy
uhonorowali naszego marzyciela pięknym pamiątkowym
dyplomem: Za udział w Meczu Reprezentacji Polski w
Piłce Ulicznej.
Korzystając z okazji pragniemy podziękować
naszym wpspaniałym przyjaciołom z Barki-Polski.
Zagraliście naprawdę świetny mecz i pokazaliście, że
macie wielkie serca. Jesteśmy przekonani, że to dopiero
początek naszych wspólnych inicjatyw. No i czekamy na
rewanż!
Relacja: Majkel S. i co nieco Papa
Tom. Korekta: Piter Andrzejki.
Fundacja Mam Marzenie - Barka-Polska 6:4 (2:1,
3:2, 1:1)
gole: Maciej Chojnacki, Michał Szczepaniak (2), Tomek
Moczerniuk (2), Filip Grześkowiak
skład: Andrzej Fijołek - Artur Jarota, Rafał Rogowski
(kapitan), Filip Grześkowiak - Maciej Chojnacki, Paweł
Semczuk, Michał Szczepaniak - Tomek Moczerniuk, Paweł
Janicki.
Po upływie regulaminowego czasu gry, w bardzo
przyjacielskiej atmosferze odbył się konkurs rzutów
karnych. I tu padł bardzo sprawiedliwy wynik - 7:7.